JOZEF NYKA
John Ball
na Szczycie Lodowym
[Fragment panoramy Karla Kolbenheyera]
Tak mogl John Ball zobaczyc z Bukowiny masyw Lodowego.
Fragment panoramy Karla Kolbenheyera (1894).
Napisy od lewej: Durny, Baranie Rogi, Lodowy, Ostry, Jaworowy Szczyt.
  

Copyright © 2015 by JOZEF NYKA


Tekst ten powstal pare lat temu z mysla o „Glosie Seniora” – mial byc krotka recenzja, wnoszaca pare uwag i uzupelnien do cennego artykulu Andrzeja Gorskiego, zamieszczonego w tomie 75 „Wierchow”. Jak to sie czesto zdarzalo, w trakcie pisania watki rozgalezily sie, ponasuwaly sie tez przyczynki i notatka rozrosla sie w artykul, ktory objetoscia przerosl szczuple lamy naszej minigazetki. Material utknal w redakcyjnym pliku „zapas”, sa jednak powody, azeby do niego wrocic i opublikowac go w bodaj paru egzemplarzach. Wejscie pierwszych turystow na Lodowy w historii taternictwa nalezy do wydarzen o wyjatkowym znaczeniu. Mimo deszczu i innych przeszkod, szczyt zdobyto juz w pierwszej probie – bez rekonesansow i poszukiwan drogi, co swiadczy o klasie gorskiej zespolu, ale i jego determinacji. Ball i jego towarzysze mieli swiadomosc pionierskiego charakteru wycieczki. Chodzilo nam o to – pisal Richter – by wspolnie wedrzec sie jak najwyzej i jesli sie uda, byc pierwszymi, ktorzy zgarna honory zdobywcow szczytu. Pewne novum – to prawda, ze wymuszone okolicznosciami – stanowila rezygnacja z przewodnictwa gorala, co w alpinizmie i taternictwie programowa norma, jako sans guide, fuhrerlos, stac sie mialo dopiero pol wieku pozniej.
Artykul Andrzeja Gorskiego zdaje sie ostatecznie zamykac temat zdobycia Lodowego, nie jest jednak wolny od uchybien, a przeciez „Wierchy” sa od przeszlo 90 lat nasza glowna skladnica wiedzy gorskiej i jako zrodlo dokumentacji ciesza sie pelnym zaufaniem czytelnikow. Dlatego wazne jest, zeby nawet drobne usterki zdarzajace sie na ich lamach – a gdzie sie one nie zdarzaja? – nie pozostawaly przeoczone, w przeciwnym razie beda sie rozsiewaly latami, by wreszcie – jak powiada cytowany na s. 159 Chmielowski – stac sie niekwestionowanymi dogmatami. Z taka mysla wlaczamy ten material jako zeszycik do naszej Gorskiej Biblioteczki Historycznej, by przynajmniej w tej skromnej formie dotarl on do rak kilku czy kilkunastu montanistow zywiej zainteresowanych poczatkami naszego sportu w Tatrach. Na uzytek przyszlych kronikarzy mozemy dorzucic pare nowych zrodel i ustalen – w tym nieznany dotad tatrologom artykul lidera wspinaczki Richtera, date dzienna wejscia, scislejsze itinerarium, brakujace rozpoznanie spiskiego malarza, a takze definitywny sklad szczytowej piatki – zal, ze bez personaliow gorali (jesli oczywiscie „sluga” byl goralem).
Powtarzajace sie w nawiasach tytuly publikacji zastepujemy skrotami: K. – Kremer, R. – Richter, S. – Szaflarski, T. – Taternik, W. – Wierchy, WHP – Witold H. Paryski.
 

GBH0000    42 (2015)
[John Ball]
John Ball (1818–1889)
W „Wierchach” za rok 2009 (t. 75) ukazal sie interesujacy i oparty na szerokiej bazie zrodlowej artykul Andrzeja Gorskiego[1] o pobycie w Tatrach wybitnego irlandzkiego botanika, podroznika i alpinisty, pierwszego prezesa Alpine Club i autora przewodnikow po Alpach, a pozniej takze aktywnego polityka, Johna Balla (1818–1889), i o jego wejsciu na dziewiczy Lodowy Szczyt w lecie 1843 roku. Biorac pod uwage smialosc wyboru celu wyprawy, jak i trudnosci pokonanej drogi, przy ktorych Lomnica i Krywan „wydawaly sie spacerkami”, byl to wyczyn przerastajacy epoke i na trwale wpisujacy sie w historie taternictwa. Jego dodatkowy walor stanowi to, ze w odroznieniu od wielu owczesnych premier gorskich, jest rzetelnie udokumentowany – szczegoly znamy z dwoch obszernych relacji z pierwszej reki. Nowej fazy w turystyce tatrzanskiej nie otworzyl, bowiem mimo publikacji prasowej, w lokalnych kregach nie zostal w ogole dostrzezony – w przeciwienstwie do wejsc np. Hacqueta, Townsona czy Wahlenberga. Zauwazmy, ze nie wspomina o nim zaden z naszych pisujacych wowczas o Tatrach autorow – milcza nawet tak wytrawni znawcy, jak Zejszner, Fuchs czy Koristka[2], a Feliks Berdau pisze w r. 1855 o Turni Lodowej, ze „szczyt ten w Tatrach pod wzgledem botanicznym jeszcze przez nikogo nie zwiedzony” („Biblioteka Warszawska” t. III, s. 546). W polskiej literaturze wiadomosc o wejsciu Balla pojawila sie dopiero 30 lat pozniej, byla skapa, a po latach rozszerzana przez tatroznawcow nie w oparciu o teksty zrodlowe, lecz o dowolne domysly. Autor artykulu w „Wierchach” tym praktykom slusznie nie szczedzi slow krytyki, stara sie tez prostowac domniemania i opis taternickiego podboju szczytu sprowadzac do zarejestrowanych faktow.
DURRER GRUND ZNACZY SUCHA DOLINA
Wnikliwy artykul Andrzeja Gorskiego wydaje sie byc ostatnim slowem w tej historycznie waznej kwestii, jednak z powodu zlozonosci materii i trudnosci w dostepie do zrodel, ma pare slabszych punktow, z ktorych z uwagi na prestiz i „promieniowanie” „Wierchow” przynajmniej czesc sprobujemy opatrzyc uwagami i uzupelnieniami.
I tak przytoczony na s. 159–161 szerszy fragment tekstu z ksiazki Wilhelma Richtera bedzie zapewne przez piszacych o Tatrach dalej cytowany, wskazmy wiec przynajmniej na jego rzeczowe potkniecia. Tlumacz miejscami odbiega od tresci niemieckiego oryginalu. Dolina Jaworowa jechano nie na powozach (waskie weglarskie drogi), lecz na koniach i wozach (Bergwagli) – dwu- i jednokonnym. Biwak rozbito nie pod klonem, a pod jaworem, czy moze – jak podaje Richter – rozlozystym swierkiem. Zreszta klony tez rosly wtedy w Jaworowej Dolinie. Pewnych wyjasnien wymagaja zawilosci dawnego nazewnictwa. „Potok Jawor” (u Richtera „Javora”) to oczywiscie dzisiejszy Jaworowy Potok, kiedys takze Jaworzynka. „Gefrorener See” to Zmarzly Staw, Lodowy bylby Eissee. „Durrer Grund” na s. 160 to nie „suchy teren”, lecz bezwodny odcinek gornej Doliny Jaworowej – „Grund” w niemieckich gwarach znaczy „dolina” – z Tatr przypomnijmy Felkergrund, Rotbaumgrund, Vordergrund (Koperszady Przednie) czy spolszczony Harczygrund w Pieninach. W nazewnictwie goralskim wersji Durrer Grund odpowiada „Sucha Dolina”, rowniez stosowana dla dolin pozbawionych powierzchniowego odplywu, przy czym miedzy ta nazwa u Richtera a dzisiejsza „ksiazkowa” Sucha Dolina Jaworowa brak jest tozsamosci. „Sniezne pola na zboczach Lodowego, ktore wydawaly sie przed nami wisiec” – to oczywiscie nie, jak dzisiaj, platy firnowe pozostale na ocienionych stokach, lecz – co w tekscie jest wyraznie powiedziane – owczesna „Zadnia Dolinka Lodowa” – „Dolinka Przednia” opadala spod Lodowej Przeleczy na wschod. Obie sa w owczesnych drukach wzmiankowane czesto, a interesowali sie nimi juz m.in. Genersich, Berzeviczy i Wahlenberg. Ten trzeci w Przedniej Dolince dopatrywal sie „verae glacies (Gletscher)” – prawdziwego lodowca. Trzeba dodac, ze orientacja geograficzna „przednie” i „zadnie” bywala tez odwracana, w zaleznosci od tego, po jakiej stronie grani stal obserwator.
[Karl Koristka]
Karl Koristka 1860 – widok z Szaflar. Nazwane szczyty: Lomnica, Lodowy, Posrednia Gran, Szeroka Jaworzynska. Uwage zwracaja, mimo iz jest juz koniec sierpnia, rozlegle pola sniezne – nie jest to jednak fotografia...
Jak to zaznacza autor artykulu w „Wierchach”, zawarte w tlumaczeniu nazwy niemieckie pozostawiono w oryginalnym brzmieniu, sprawia to jednak, ze dla wiekszosci czytelnikow nie sa one zrozumiale. Objasnijmy je wiec krotko: Gefrorener See [poprawnie Krotensee]= Zmarzly Staw = dzis Zabi Staw Jaworowy; Eisthaler-Spitze (-Thurm) = goralskie Kolba = Szczyt Lodowy (wlasciwie „Szczyt Lodowych Dolin”); Dolina pod Uplazki = Dolina Bialej Wody; Fischsee = Rybi Staw = Morskie Oko; Funf Seen = Piec Stawow Polskich; Schirocko = Szeroka Jaworzynska; Sieben Seen = Siedem Stawow = Stawy Gasienicowe, choc uzywano tej nazwy takze dla Pieciu Stawow Spiskich, a zdarzalo sie, ze i Polskich. Nazwa Konsky-Holla (Konska Hola) pozostaje do wyjasnienia – moze wiaze sie z „Koniem” w Rogowej? Pamietac trzeba jednak, ze w tamte lata konie pasaly sie do duzej wysokosci – np. w Dolinie Lomnickiej az po Staw Lejkowy. Ciekawe, ze Richter nie znal ustalonej niemieckiej nazwy Zabiego Stawu, „Krotensee”, gesto notowanej juz w XVIII wieku.
PAN WEBER – KTO ZACZ?
Glowne zrodla naszej wiedzy o wyprawie na Szczyt Lodowy stanowia dwie ksiazki: Wilhelma Richtera „Wanderungen in Ungarn...” (1844) oraz Gustava Kramera „Carl Ritter” (1870)[3], zawierajaca m.in. dwa listy uczonego do brata, odnoszace sie do tatrzanskiej wycieczki. Dokumentem o szczegolnym znaczeniu jest wczesniejszy dwuczesciowy artykul Richtera „Besteigung des Eisthalerthurms”, zamieszczony w bratyslawskiej gazecie „Pannonia” z 28 i 30 wrzesnia 1843 roku, stanowiacy spisana „na goraco” i unikatowa pod tym wzgledem relacje z wejscia na szczyt. Andrzejowi Gorskiemu praca ta nie jest znana, natomiast powoluje sie on na obie ksiazki, przy czym jednak tresci z dziela Kramera przytacza z drugiej reki, i to raczej niezbyt starannej (Ivana Bohusa?), gdyz czesci czerpanych z niego stwierdzen w oryginale dziela nie ma. Tak np. w wyprawie na Lodowy uczestniczy zagadkowy „filolog z Polski”, ktory wiele lat temu frapowal juz Chmielowskiego. Autor artykulu zadaje pytanie, o kogo moze chodzic, jednak powtorzenie czyjegos bledu sprowadza go na falszywe tropy. Na s. 157 czytamy – jakoby wedlug slow prof. Rittera – ze „goraco namawiany przez Balla, zawrocil [Ritter] wraz z niezidentyfikowanym »polskim filologiem« i »panem Weberem« oraz sluzba do obozu, skad nastepnie wrocili do Jaworzyny”. Otoz w przywolywanym liscie (K. s. 301) tych informacji nie znajdujemy, a prof. Ritter tlumaczy swoj odwrot nadmierna jak na jego sily stromizna drogi[4]. Okreslenia „filolog z Polski” uzywa tylko Richter (s. 419), prof. Ritter posluguje sie nazwiskiem „von Weber”, bo tez de facto wcale nie chodzi o dwie rozne osoby – filologa i pana Webera – lecz o jedna i te sama: poznanego w Zakopanem pana Webera. Richter w „Pannonii” przedstawia go jako „profesora w Glasgow w Szkocji”, Ritter mowi o nim „Hofmeister” (na dworze w Kuznicach), co w niemieckim znaczy nie tylko ochmistrz, ale i nauczyciel domowy, guwerner. Uzasadnione bedzie przypuszczenie, ze po 7-letnich studiach i pracy w Edynburgu, pan Weber uczyl potomstwo Homolaczow jezykow obcych i stad pojawia sie jako „filolog” – nie w znaczeniu badacza literatury, lecz dworskiego pedagoga-lingwisty. W drodze na Lodowy prof. Ritter dotarl calkiem wysoko, nigdzie jednak osiagnietej wysokosci nie podaje w stopach (W. s. 157).
INZYNIER WILHELM RICHTER
[Karl Ritter]
Pojawia sie tez pytanie, kim wlasciwie byl autor znakomitej ksiazki o Wegrzech, Wilhelm Richter. Nie jest to jednak postac tajemnicza. Pochodzil z Gdanska, studiowal m.in. w Berlinie, gdzie w r. 1833 byl sluchaczem prof. Rittera. Bywal w swiecie, podrozowal na krzyz po Oriencie, w Turcji walczyl jako artylerzysta, do r. 1839 organizowal i prowadzil prace geodezyjne (katastralne) w Serbii, w sluzbie ksiecia Milosza. W Jaworzynie byl zarzadca huty i modernizatorem zakladu – z tytulem nadinspektora hutniczego. W r. 1840 wydal ciekawa ksiazke o Serbii, w gazetach zamieszczal artykuly podroznicze, m.in. pod pseudonimem Leon de Mirador, na tematy zawodowe pisywal w periodykach gorniczo-hutniczych, a jego artykul z r. 1842 o hamrach w Jaworzynie moze stanowic wzor podobnego opracowania. Ciekawe, ze nie zdradza sie ze znajomoscia owczesnej gorskiej literatury – prac Hacqueta, Townsona, Genersicha, Wahlenberga, Puscha. Sam mowi o sobie, ze ma „nature kozicy” (R. s.417). Byl m.in. na Krywaniu, na Muraniu, na Szerokiej Jaworzynskiej. Z przewodnikiem Martinem Urbanem wszedl na Lomnice – w deszczu i sniegu, czyli w warunkach wymagajacych naowczas nie byle jakiej zaprawy. Czy mogl stanac na Lomnicy wespol z Ballem? Na pewno nie, gdyz wszedl na nia nie w lecie 1843 r. (W. s.163), lecz rok wczesniej, 15 sierpnia 1842 roku. Zreszta Ball sam stwierdza, ze zwiedzil tylko „doliny polnocne” (vallees septentrionales des Tatry), a Richter w dwu obszernych opisach – w gazecie i rok pozniej w ksiazce – wspinaczki z Urbanem i trzema towarzyszami, tak wyjatkowego partnera nie omieszkalby wymienic z nazwiska.
Pisze sie od dawna, ze na Lodowym sila napedowa i prowadzacym zespol byl alpinista Ball, warto uzmyslowic sobie jednak, ze byl on wtedy – jak sam przyznal – „bardzo mlody” i w zasadzie przed swoja kariera alpejska, a zatem glowna role mogl byl pelnic znajacy juz Tatry i doswiadczony jako wspinacz Richter, raczej on tez byl pomyslodawca wyprawy, sprowokowanym (o czym sam wspomina) codziennym widokiem dziewiczego Lodowego ze swoich okien w Jaworzynie. Zlozylo sie szczesliwie, ze szczyt ten – jako uchodzacy za najwyzszy w Karpatach[5] – stal sie rownoczesnie wyzwaniem dla Balla. Prof. Ritter nazywa Richtera „generalem ekipy” (K. s. 300), tymczasem na s. 162 „Wierchow” czytamy, ze „wedlug opisu Richtera” grania Lodowego wspinacze byli „prowadzeni przez Balla”. Otoz w zadnej z obu relacji Richtera takie wyznanie nie pada. Czy Richter mogl wczesniej znac droge z Jaworzyny na „wzglednie latwo dostepna Lodowa Przelecz” (W. s. 157)? Tryb przypuszczajacy wydaje sie tu zbedny, bo przeciez w ksiazce opisuje on wyraznie wlasne wczesniejsze przejscie czy przejscia przez to bezimienne siodlo, wowczas wcale nie tak latwo dostepne, gdyz w tamte lata flankowaly je wspomniane wyzej wypelnione snieznikami Dolinki Lodowe, wymagajace, zwlaszcza Przednia, wprawy gorskiej, a okresami takze alpensztoku i rakow (Bergeisen). Richter podkresla, ze przeprawe przez te lody mozna podejmowac tylko przy doskonalej (vollkommen heller) pogodzie, w czym na pewno zgodzilby sie z nim... Tytus Chalubinski, ktory troche pozniej odstepstwo od tej rady przyplacil w tym miejscu godzinami bladzenia[6].
NIE TEDY DROGA
Autor artykulu slusznie wyraza zdumienie (s. 158, 163), ze mimo „calkiem niezlego ksiazkowego opisu wyprawy” u Richtera, w literaturze tatrzanskiej pokutuje „bledne odtworzenie trasy pierwszego wejscia, dokonywane calkiem zgodnie przez wszystkich badaczy, na przestrzeni poltora wieku.” Wynika z tego, ze nikt nie siegal do ksiazki Richtera, ktora byla przeciez dostepna w Polsce – mial ja zapewne w reku prof. Szaflarski, ktory – jak dobrze pamietam – wypozyczal do Katowic z Biblioteki Narodowej biale kruki i przetrzymywal je tam po kilka lat, w tym pewnie i Richtera, na ktorego sie w swej nieporadnej relacji powoluje[7]. Sprawe domyslow i pomylek w publicystyce na temat wejscia Balla i towarzyszy poruszalismy juz wczesniej w naszym „Glosie Seniora”, m.in. w numerach 2/1993 (150-lecie wejscia na Lodowy) i 11/1996 (Ball na Lodowym). W GS 7/1998 ukazala sie notka biograficzna Balla z jego „mlodszym” zdjeciem, a o jego tatrzanskiej zdobyczy autor tych slow pisal tez krotko w r. 1983 na lamach niemieckiego miesiecznika „Der Bergsteiger”. W „Glosie Seniora” z r. 1996 do niescislosci tych odnieslismy sie w sposob nastepujacy:
W niewlasciwym kierunku ida przypuszczenia historykow taternictwa, co do trasy wspinaczki Balla na Lodowy. Pisze Boleslaw Chwascinski: »Szli Dolina Jaworowa, mineli Zabi Staw Jaworowy i tu gdzies Sobkowym Zlebem, byc moze ze u samej gory, Sobkowa Grania weszli na wierzcholek Lodowego Szczytu.« Tymczasem fakty przecza tej rekonstrukcji. Podchodzono morenkami, okrazajac rozlegle kiedys pola sniezne »Zadniej Doliny Lodowej«, jak sie zdaje – az na sama Lodowa Przelecz. Wial silny wiatr a mgly i szarugi tylko chwilami odslanialy dalsze widoki (...) Kiedy po dluzszej wspinaczce osiagnieto szczyt, Ball rozpalil kuchenke spirytusowa, by ugotowac nie angielski cup of tea lecz... garnek pozywnej zupy. W tym czasie chmury chwilowo sie rozsunely, a zdobywcy przezyli male rozczarowanie: ich szczyt okazal sie byc trabantem wlasciwego Lodowego (chodzilo o dzisiejsza Kope Lodowa). Ruszono wiec dalej...
Tyle fragment naszej notatki w GS 11/1996, zreszta zyczliwie odnotowanej przez Andrzeja Gorskiego. Dorzucic tu warto, ze wszystkie szczegolowe nazwy – owe Jaworowe Ogrody, Sobkowe Zleby, Granie i Ubocze – zaproponowal dopiero w r. 1974 Witold H. Paryski („Tatry Wysokie” t. XVIII). W polowie XIX wieku, i dlugo jeszcze, bezimienne byly nawet Kopa Lodowa i Lodowa Przelecz, a Lodowy przez spiszakow zwany byl Czarna (lub Czarnostawianska) Turnia, zas przez polskich gorali Kolba – raz Wielka, to znowu Mala. Tak nazywa go tez – „Kolba b.” – mapa Seegera z r. 1769, a zdarza sie, ze i wymiennie w swej ksiazce Richter.
BALL W TATRACH
Znaczna czesc artykulu w „Wierchach” zajmuje zyciorys Johna Balla. Ogranicza sie on do danych encyklopedycznych i nie podejmuje proby poszerzenia informacji o jego itineraria tatrzanskie, bo przeciez Ball zapewne nie poprzestal na Lodowym. W pismie do Towarzystwa Tatrzanskiego mowi takze o „autres courses”. Na swoje znaleziska botaniczne w Tatrach powolywal sie w pracach naukowych, np. w lacinskiej nocie w „Botanische Zeitung” 1846 o nowym gatunku Saxifraga. I tak pisze, ze w r. 1843 penetrowal Karpaty Centralne, przez miejscowych zwane montes Tatra. Liczne skalnice (Saxifragaceae) notowane we „Florze” Wahlenberga zbieral „w trakcie wejscia na najwyzszy szczyt Eisthaler Thurm, okolo 7000 stop”, zas inne odmiany znajdowal „w poblizu wsi Lakopana” [czesty blad zecerski][8]. Z nazw gatunkowych roslin wynika, ze musial tam chodzic wyzej – zachete mogl miec w pracach Franza Herbicha, ktory botanizowal wokol Kuznic w latach 1830 i 1832, wchodzac m.in. na „Maggura”, „Condratowa” czy „Gewont”. Opisal swe zbiory i wejscia w r.1834 w „Allgemeine Botanische Zeitung”. Owczesne niemieckie i wegierskie publikacje botaniczne przywolywaly znaleziska florystyczne Balla, jak np. Dianthus alpinus „ex montium Carpathorum summo vertice Eisthaler Thurm”, sporadycznie jednak, gdyz ich autorzy brytyjskiej literatury raczej nie studiowali. W trakcie swoich wycieczek w Tatrach w sierpniu 1843 r. Ball spotkal prof. Rittera, o czym ten drugi donosi bratu w liscie datowanym 2 wrzesnia. Dowiadujemy sie, ze wspolnych wedrowek odbyli kilka, choc razem przebywali tylko ok. 10 dni (23 sierpnia Ritter byl jeszcze w Krakowie). W koncu sierpnia kwaterowali w Bukowinie, skad zrobili standardowy wypad nad Morskie Oko, gdzie z pewnoscia przenocowali w chatce Homolacza. Pozniej przeniesli sie do domu Richtera w Jaworzynie. Wycieczka obu uczonych nad Morskie Oko nie jest w szczegolach znana, przytoczmy wiec przynajmniej skape informacje zawarte w liscie Profesora (K. s. 301):
Musialem wiec spedzic pare dni w jego [Richtera] goscinnym domu. I przybylem tam nie sam. Kilka dni wczesniej nad stawami tarzanskimi, nad wielkim Morskim Okiem, w Bukowinie i w innych miejscach spotykalem mojego irlandzkiego przyjaciela, botanika p. Balla. Wspolnie w szalasach na wysokosci 4000 do 5000 stop npm. spedzalismy noce przy buzujacym ognisku. Dolaczyl sie do nas trzeci dzielny czlowiek, Weber z Krakowa, ktory 7 lat studiowal w Edynburgu i znal tam dobrze wszystkich moich przyjaciol, tu zas jest ochmistrzem u barona Homolatscha, jednego z wielkich wlascicieli ziemskich tego kraju. (...) Wszyscy musielismy pozostac u naszego goscinnego gospodarza, ktory cala okolice znal jak wlasna kieszen.
[Masyw Lodowego Szczytu]
Masyw Lodowego Szczytu widziany z Gesiej Szyi. Strzalka pokazuje droge wejscia zespolu Balla. Fot. Jozef Nyka
SZCZYT BEZ PANORAMY
Relacja Richtera z „Pannonii” zostala w omawianym artykule przeoczona, a szkoda, bo powstala zaraz po wyprawie na Lodowy i wnosi szczegoly, ktorych w ksiazce nie ma. Nawiasem mowiac, natychmiastowa publikacja swiadczy o tym, jak bardzo jej autor byl swiadom wyjatkowosci wydarzenia. Okazuje sie, ze wspinaczka odbywala sie w niepogodzie, wsrod mgiel i fal deszczu, a taternikom az do 8000 stop smialo towarzyszyly dwa „kanapowe” pieski pinczerki. Godzinna ulewe przeczekano pod plaszczem i parasolem. Kiedy na Kopie Lodowej zdobywcy okrzykami hurrra! oglosili zwyciestwo i Ball nastawil na swym prymusie pozywny bulion, z mgiel wylonil sie nagle szczyt glowny Lodowego, co wprawilo caly zespol w konsternacje. Na szczescie nie bylo jeszcze pozno i dzielni turysci bez wahania ruszyli dalej. Przytoczmy ten dotad nieznany fragment gazetowego sprawozdania Richtera. Szukajacy dziury w calem prof. Szaflarski (S. s.468) znalazlby w nim kompletne horarium wyprawy – napiete, lecz jak sie okazuje realne:
Deszcz ustal, mgly rozsunely sie, a my ku naszemu zdumieniu i konfuzji ujrzelisy nagle daleko przed soba o przeszlo 500 stop wyzszy szczyt Lodowego. Zmylony mglami, przewodnik wyprowadzil nas na calkiem inny wierszek, od celu naszej wedrowki oddzielony okropnymi szczelinami i pionowymi przepasciami. Jednak ten przeblysk przejasnienia dodal nam nowej odwagi. Patentowy garnek do gotowania zupy zostal przez naszego botanika ze spokojem ponownie spakowany, a chwila triumfu przesunela sie o jeszcze pare godzinek w czasie. To byla teraz najmozolniejsza faza naszego przedsiewziecia. Wspinaczka w dol z falszywego wierzcholka, omijanie przepasci i w koncu wdrapywanie sie na niemal pionowa sciane szczytu, w porownaniu z czym wejscia na Lomnice i na Krywan sa tylko milymi przechadzkami po najlepszym trottoir. Po tym, jak od godz. 5 [rano] wspinalismy sie bez ustanku, prawie bez wytchnienia, o wpol do 3. dobilismy do najwyzszego szczytu Turni Lodowej, utworzonego z osobnych, zwalonych na siebie blokow drobnoziarnistego granitu. (...) Nasilajacy sie deszcz, przetaczajace sie wokol nas grzmoty, utrzymujacy sie wicher (...) zmusily nas do powrotu – bez uraczenia sie panorama i bez zrobienia obserwacji porownawczych wysokosci gor. Zamiast drogi okreznej przez niewlasciwy wierzcholek, zejscie podjelismy przez Przednie Dolinki Lodowe[9], niemal w pelni wypelnione gladkim jak lustro sniegiem.
Zejscie bylo nielatwe i ryzykowne, kazdy pomylkowy krok grozil smiercia. Szczesliwi zdobywcy szczytu odetchneli dopiero, kiedy okolo godziny piatej znalezli sie nad Zmarzlym czyli Zabim Stawem Jaworowym.
PIATKA DZIELNYCH ZDOBYWCOW
[John Ball]
John Ball w wysokogorskim ubiorze i rynsztunku. Zdjecie istnieje w paru wersjach.
Kto ostatecznie uczestniczyl w wejsciu na Lodowy? Andrzej Gorski mowi o trzech osobach (W. s. 159). W tomie XVIII „Tatr Wysokich” Witolda H. Paryskiego na s. 68 czytamy: „Pierwsze wejscie turystow na Lodowy Szczyt: John Ball, Wilhelm Richter, wegierski malarz nieznanego nazwiska i goralscy mysliwi z Jurgowa, 1843 r. (ok. 31 VIII), z Doliny Jaworowej przez Sobkowy Zleb. Jednym z tych mysliwych byl zapewne Jan Budz (Lysy Jonek) z Jurgowa, ktory do 1851 r. byl na Lodowym Szczycie juz nieraz.” Mozemy uscislic date sugerowana przez WHP: tak, to byl faktycznie 31 sierpnia, jednak nie sobota, tylko czwartek. Brakujace nazwisko spiskiego malarza wnosi nam artykul w „Pannonii” – byl nim podejrzewany kiedys o to przez Ivana Houdka plodny pejzazysta tatrzanski, Karoly Tekely, podawany tez za Slowaka. Rowniez Andrzej Gorski wskazuje raczej na te osobe (W. s. 163, Richter pisze „Tekelli”). Gorale wymieniani sa jako „przewodnik” i „sluzacy”, tylko Ritter wspomina o „koziarzu jako przewodniku” („ein Gemsjager als Fuhrer”, K. s. 301). Swego rodzaju niezwykloscia byl – zreszta przypadkowy – miedzynarodowy charakter wejscia: Irlandczyk, Prusak, Wegier i polscy albo slowaccy gorale. Z pomylki co do „falszywej gory” Kopy Lodowej przewodnik tlumaczyl sie zwodniczymi mglami, nie mozna jednak wykluczyc, ze byl on juz tam wczesniej – moze w r. 1835 w skladzie czworki jaworzynskich koziarzy ekipy Blasiusa, Hartlauba i Keyserlinga? Richter kilka razy podkresla, ze szczyt Lodowego jest dziewiczy i nie tknela go dotad stopa ludzka, nic natomiast nie wspomina o owym wejsciu na Kope osiem lat wczesniej (22 wrzesnia), choc jak wiemy mlodych Niemcow prowadzili ludzie z Jaworzyny.
Andrzej Gorski pisze, ze trzej smialkowie juz w okolicy Zabiego Stawu zauwazyli nieporadnosc „przewodnika-gorala” i postanowili odprawic go do domu – „wyprawe kontynuowaly wiec tylko trzy osoby.” W ksiazce Richtera takiej informacji nie ma, a jego wcale nie kategoryczne slowa „musimy sie zdac bardziej na nasze wlasne szczescie” – w „Wierchach” podane w wytluszczeniu (s. 160) – nalezy rozumiec jako zapowiedz bardziej samodzielnego wyboru drogi, a nie informacje o rozstaniu sie z „przewodnikiem” i „sluzacym”. Relacja zamieszczona w „Pannonii” epizod niezdatnosci przewodnika w ogole pomija, nie byl on wiec widocznie wazny. Obaj gorale musieli byc z zespolem na szczycie, skoro weszli razem na Kope Lodowa, a potem, w trakcie zejscia z wierzcholka glownego, otrzymali polecenie powrotu na droge wejscia i zabrania rzeczy, zdeponowanych wczesniej jako zbedne w rejonie Przeleczy Lodowej. Nie popelnial wiec bledu Janusz Chmielowski, w swej notatce w „Taterniku” („Taternik” 1928 s. 8) nie wykluczajac gorali z udzialu w zdobyciu szczytu Lodowego, co potem – rowniez slusznie – powtarzali jego nastepcy (W. s. 159).
KIEZMARK I DOLINA KIEZMARSKA
Sporym mankamentem omawianego artykulu jest pominiecie czy przeoczenie listu Rittera z Wiednia z 15 wrzesnia. List ten jest rowniez wazny, zawiera bowiem relacje Profesora z wyjazdu 1 wrzesnia z Jaworzyny do Kiezmarku i – po przeczekaniu niepogody – z jego wyprawy w niedziele 3 wrzesnia do Doliny Kiezmarskiej, pod wodza mistrza krawieckiego Rossera, chlubiacego sie tym, ze w r. 1840 oprowadzal po Tatrach krola Saksonii (K. s. 305). Niestety pogoda nie dopisala. Profesor przemokl i zziabl, niewiele przy tym zobaczyl, choc dotarl do Zielonego Stawu, a moze i Bialego, wymienia bowiem obie nazwy. Do wylotu doliny dotarl przez Folwark spiskim „Wagli” z wiklinowym koszem, dalej jechal na koniu i wedrowal na piechote. Sliskie sciezki byly trudne nawet dla konia. Przy drodze – moze w rejonie Pastwy – ogladal szkielety trzech koni, padlych 3 sierpnia w letniej sniezycy (16 innych z trudem uratowano)[10]. Do Kiezmarku przybyli tez z Jaworzyny panowie Ball i Weber. Pisze Profesor: „Tu w miasteczku Kiezmark jestem z moimi przyjaciolmi Ballem i Weberem, wspolnie zrobimy jeszcze pare wycieczek, potem rozstana sie nasze drogi”. Prof. Ritter nie wspomina tej dwojki w sprawozdaniu z wycieczki do Doliny Kiezmarskiej, podaje jednak pare dni pozniej, ze wobec braku pogody sam opuszcza Kiezmark, natomiast jego bardziej zdeterminowany przyjaciel John Ball – twardsza natura – pozostaje w gorach, zeby wzbogacic swoje zbiory botaniczne. Na ile mu sie to udalo – nie wiemy, pogoda ulegla poprawie, a jego jako botanika przede wszystkim musialy necic Tatry Bielskie ze slynnymi ogrodami Drechslerhauschen i – mimo konca lata – wciaz bogatymi w gatunki uplazami Jatek.
POL WIEKU CISZY
O wejsciu Balla na Lodowy w Polsce dlugo nikt nic nie slyszal. Walne zebranie utworzonego wlasnie Tow. Tatrzanskiego przyznalo mu czlonkostwo honorowe „w uznaniu zaslug okolo swiata alpejskiego” – o jego zdobyczy tatrzanskiej nie bylo przy tym mowy (Pamietnik TT 1876 s. 23). Z jego pisemnego francuskiego podziekowania z 13 marca 1875 polscy milosnicy gor dowiedzieli sie nie bez zaskoczenia, ze jest on pierwszym zdobywca Lodowego. Niestety, mimo iz bohater jeszcze zyl, sprawa nikt sie nie zaciekawil i nikt nie podjal w tym kierunku dalszych dociekan. Nasi taternicy zwiazani byli z kultura niemiecka, tymczasem o sukcesie Irlandczyka pamietano glownie w Anglii, gdzie jego tatrzanska wizyta nie pozostala – jak to sugeruja „Wierchy” (s. 152) – „niezauwazona przez brytyjskich biografow”. Musialo sie tam o niej pisac, skoro o wejsciu Balla na Lodowy wspominaly nawet angielskie baedekery z polowy XIX wieku. Przytoczmy dla przykladu urywek z „Handbook for Travellers in Southern Germany” Johna Murraya (10 wydan 1845–1871): „Z Kiezmarku wiedzie gosciniec do Nowego Targu (Novetark). Na piechote mozna przekroczyc Przelecz pod Kopa (Sattel Pass) do Jaworzyny, ktora jest najlepsza baza wypadowa do zwiedzania Gor Tatrzanskich i trudnego wejscia na Turnie Lodowych Dolin (Eisthaler Thurne), czego jako pierwszy dokonal w r. 1843 Anglik nazwiskiem Ball.”[11] Nawiasem mowiac, z braku kontaktu z literatura anglosaska, rowniez nasi sasiedzi wegierscy i spiscy nie wiedzili o tym wejsciu. W „Mitteilungen des DuOeAV 1889 s. 270 czytamy wprawdzie, ze „Jako zdobywca przez flanke polnocna jest wymieniany M. Ball, prezes angielskiego Klubu Alpejskiego, mianowicie w r. 1840”, ale Rocznik Wegierskiego Tow. Karpackiego t. XXVII 1900 w przypisie do artykulu Hartlauba (s. 109) nadal twierdzi, ze „przypuszczalnie Szczyt Lodowy zostal po raz pierwszy zdobyty 6 pazdziernika 1845 przez Eduarda Blasyego z Wielkiej pod wodza przewodnika Johanna Brauera i nauczyciela Jakoba Luchsa ze Starej Lesnej, a mianowicie od Przeleczy Lodowej (Kleiner Sattelpass). Od r. 1876 zostala ze Szmeksu wytyczona droga, ktora wejscie bardzo ulatwia[12].”
[Wojskowa mapa specjalna]
Wojskowa mapa specjalna 1:75 000, I wyd. 1881. Przelecz Lodowa na wysokosci litery „a”.
Czy Ball pozostawil jakis szerszy opis swojej tatrzanskiej przygody? W „Bentley's Quarterly Review” II z 1860 r. wystepuje bez nazwiska za to z identyfikacja jako osoba. Na s. 236 czytamy o „the isolated group of Tatra”:
Pierwszym badaczem tej dzikiej i nieucywilizowanej krainy byl szwedzki przyrodnik Wahlenberg, ktory we wstepie do swojej „Flora Carpatica” zostawil rzetelny ale raczej oschly jej opis. Zrozumielismy, ze najwyzszy szczyt, zwany Eisthaler Thurm, ktorego nie zdolal osiagnac Wahlenberg, iles lat temu zostal zdobyty przez prezesa Alpine Club. Uwazamy za wskazane zamiescic artykul o tej przygodzie – w ktoryms z dalszych tomow, do ktorego on moglby [taki artykul] napisac.[13]
Z tych slow mozna by wysnuc wniosek, ze wiekszej publikacji wczesniej nie bylo, przynajmniej w popularnej prasie, i Ball mialby ja dopiero stworzyc a „Quarterly Review” opublikowac. Czy opublikowal? Warto by w tym kierunku podjac w Anglii kwerende, podobnie jak i w poszukiwaniu pierwszych doniesien na temat jego tatrzanskiej podrozy z roku 1843.
Otwarte pozostaje pytanie o ew. pobyty na Lodowym mysliwych goralskich. Andrzej Gorski stwierdza na s. 158, ze tezy o takich wejsciach nie da sie obalic, ale „jest to spekulacja niezwykle malo prawdopodobna”. Czy rzeczywiscie? Juz Wahlenberg znalazl przewodnika gotowego wprowadzic go na Lodowy, do czego nie doszlo tylko z powodu spoznionej pory i braku pogody. Wahlenberg nie dotarl nawet do snieznika zalegajacego w Tylnej Dolince Lodowej (Zadnia Dolina Jaworowa), a pierwszym znanym z nazwiska badaczem, ktory tu sie zjawil, byl 3 sierpnia 1830 r. dr Franz Herbich. Notuje stad (blednie zreszta) jastrzebiec Hieracium angustifolium. „In alpibus Tatrae Scepusiensibus legi 3. Augusti 1830 in loco abscondito frigidissimo ad glacies im hinteren Eisthale infra cacumen Eisthaler-Spitze.” Herbich bawil wtedy po poludniowej stronie Tatr. Do Tylnej Dolinki mogl przejsc przez Przelecz Lodowa, wiemy, ze poslugiwal sie rakami, ktore by mu to ulatwily.
Na temat goralskich wejsc na Lodowy mamy przekaz w rozmowie Ludwika Zejsznera w r. 1851 z glosnym przesladowca tatrzanskich kozic i swistakow, Jankiem Budzem z Jurgowa, zwanym „Lysym”:
Wielki szwedzki botanik Wahlenberg (...) uwaza, ze Lodowata (Eisthaler Spitze) wyzsza jest od szczytu Lomnickiego (...). Przewodnicy opowiadali mu, ze nie jest dostepna; tymczasem tak nie jest w istocie. Odwazny strzelec na dzikie kozy Kasin Jonek z Jaworyny opowiadal mi, ze nieraz byl na szczycie Lodowatej, a nawet, ze wstep od strony polnocnej nie jest tak trudnym. Na wszelki wypadek zyczycby nalezalo, aby kto Lodowata zmierzyl dobrym barometrem i rozstrzygnal, ktory ze szczytow Tatrowych jest w istocie najwyzszym[14].
Mozna podejrzewac, ze droga „Lysego” wiodla z Doliny Czarnej Jaworowej, gdzie kieruja nas tez inne ciekawe XIX-wieczne przekazy i co stanowi osobny problem badawczy. Watpliwosci mozna miec co do osiaganych przez mysliwych punktow, gdyz – w odroznieniu od turysty – nie czubek gory byl celem klusownika, lecz umykajaca przed jego flinta kozica.
„Wierchy” podaja tez za W.H. Paryskim informacje o kilku dalszych wejsciach na Lodowy. Sukces ks. Wojciecha Grzegorzka z sierpnia 1855 r. jest raczej watpliwy. Wiadomo, ze w polowie wrzesnia 1854 wszedl on na Kope Lodowa – jako na poludniowy z trzech szczytow Lodowego, „gdyz tylko na ten da sie wejsc”[15]. W wyliczeniu brak m.in. w r. 1859 alpinisty Josefa Krzischa, ktorego postac niedawno w „Glosie Seniora” wydobylismy z zapomnienia[16]. Podaje on, ze wejscia dokonal od strony Doliny Pieciu Stawow Spiskich – byc moze nawet przez Konia, co dla doswiadczonego alpinisty, jakim byl, nie stanowiloby godnego wzmianki problemu. Poniewaz jednak wspomina o Stawku Lodowym, moze chodzic o droge z rejonu Przedniej Dolinki Lodowej. O niskiej historycznej wartosci tego i innych podobnych zestawien wejsc wspominalismy nieraz w naszych publikacjach. Wczesne dzieje taternictwa sa suma wyrywkowych i czesto przypadkowo zapisanych faktow – pelnego i godnego wiary obrazu z tego nijak nie da sie poskladac.
I na zakonczenie jako ciekawostka cytacik z „The Alpine Journal” 1891 s. 161 – z pomylka w dacie, wynikajaca zapewne z zatarcia cyfr na bilecie: „In an ascent of the Eisthaler Spitze (Hohe Tatra) in July 1888 Mr. John Ball's card was found on the top with the date 1840[17].”
Jozef Nyka
PRZYPISY
 1.  Andrzej Z. Gorski: John Ball i Lodowy Szczyt, „Wierchy” r. 75 2009 s. 149–166.
 2.  Owczesni znawcy Tatr zdarzali sie na rdzennym Spiszu w dworach, szkolach, plebaniach – od Wazca po Kiezmark. Kontaktowali sie z soba, goscili przyjezdnych, prowadzili kroniki, dzielili sie wiedza, dyskutowali w gazetach. Jaworzyna ze zmieniajacym sie personelem hutniczym i swoimi dorywczymi przewodnikami pozostawala na uboczu, podobnie jak Nowy Targ, Zakopane czy Przybylina.
 3.  Wilhelm Richter: Wanderungen in Ungarn und unter seinen Bewohnern. Eine Beleuchtung von Ungarns moderner Stellung und Richtung. Berlin 1844 s. 436. – Gustav Kramer: Carl Ritter. Ein Lebensbild nach seinem handschriftlichen Nachlass. Halle 1870, s. 454. – Prof. Szaflarski w przypisie na s. 467 po opis tatrzanskiej wyprawy Rittera odsyla czytelnika do jego ksiazki „Vorlesungen” z r. 1863, gdzie jednak na interesujacy nas temat nie ma ani slowa.
 4.  Ritter pisze (K. s. 301): „Ja szedlem z nimi w gore tylko do polowy drogi, bylismy juz w snieznych zlebach, daleko nad pietrami lasu i kosodrzewiny, tu zrobilo sie dla mnie zbyt stromo.” Profesor zali sie bratu na pobolewanie nog, ale informacje o jego niesprawnosci a nawet poruszaniu sie na wozku (S. s. 467, W. s. 155) sa jakims nieporozumieniem.
 5.  Generalnie za kulminacje Tatr uchodzila Lomnica, jednak w r. 1813 Wahlenbergowi Lodowy wydal sie nieco wyzszy. Prof. Ritter w swoich wykladach na uniwersytecie w Berlinie dla Lodowego (Eisthaler Spitze, Eisthurm) podawal 8000', dla Lomnicy 7942', Gierlachu nie wymienial w ogole. W jesieni 1838 istnialy juz triangulacyjne pomiary Ludwiga Greinera, opublikowane w lecie 1839 w Peszcie i Wiedniu (Gierlach 8285, Lomnica 8235, Lodowy 8140 stop wied.). Jak widac, praca ta nie byla znana naszym bohaterom, Richter na s. 418 powoluje sie na jakies pomiary dajace prymat Lodowemu, Ritter donosi bratu o „Eisthaler Thurm (...) bisher noch unerstiegen, die hochste Spitze der Karpathen”.
 6.  Klopoty orientacyjne w tym miejscu grupy Tytusa Chalubinskiego zostaly szeroko opisane przez Bronislawa Rejchmanna w szkicu „Wsrod bialej nocy. Ustep z wycieczki tatrzanskiej” w t. III „Ateneum” 1879 s. 453–457. Wsrod przewodnikow byli Sieczka, Roj i Tatar.
 7.  Jozef Szaflarski: Poznanie Tatr. Szkice z rozwoju wiedzy o Tatrach do polowy XIX wieku. Warszawa 1972 s. 467–468.
 8.  T. (John) Ball: Adnotatio in speciem novam gheneris Saxifraga, „Botanische Zeitung” 12 Juni 1846 s. 401–403. „Carpatos centrales, ab incolis montes Tatra denominatos, anno 1843 perlustrando, Saxifragas plurimas in Flora Wahlenbergiana descriptas observavi (...) exemplaria pumila 1–2 pollicaria legi in ascensu summi cacuminis Eisthaler Thurm versus 7000'. – ss provenit in sphagnosis uliginosis subalpinis et interalpinis, observavi tantum ad latus septentrionale praesertim juxta pagum Lakopana.”
 9.  W stosowaniu nazw Dolinek Lodowych Richter sam nie jest konsekwentny, tu chodzi o jaworowa strone grani i o pole „lodowe” czesciej nazywane Dolinka Tylna albo Zadnia.
10.  Byly to czeste w tym rejonie przypadki. 14 wrzesnia 1839 prasa wiedenska donosila z Bialej Spiskiej, ze katastrofalne opady deszczu i sniegu oraz silny mroz 23 sierpnia spowodowaly miedzy Biala a Jaworzyna (czyli w Koperszadach) smierc 15 koni i 4 pasterzy. Ocieplenie wywolalo powodz, ktorej fala poczynila szkody w Krakowie i w Warszawie.
11.  „From Kesmark there is a road to Neumark (Novetark). Pedestrians may cross the Sattel Pass to Tavorina [blad zecerski], the best head-quarters for exploring the Tatra Mountains, and the difficult ascent of the Eisthaler Thurne, which was accomplished for the first time in 1843, by an Englishman named Ball.” (wyd. 1855 s. 553).
12.  Die Eisthalerspitze wurde vermutlich zuerst am 6. Oktober 1845 erstiegen durch Eduard Blasy aus Felka unter der Leitung des Fuhrers Johann Brauer [Breuer] und des Altwalddorfer Lehrers Jakob Luchs und zwar vom kleinen Sattelpass aus. Seit 1876 ist ein Weg von Schmecks angelegt, der den Aufstieg sehr erleichtert. – Informacje te pochodzily z przypisu w kolejnych wydaniach przewodnika Karla Kolbenheyera (np. V 1882 s. 47): „Wedlug listowych doniesien, szczyt ten zdobyl 6 pazdziernika pan Eduard Blasy z Wielkiej (Felka) pod wodza przewodnika Johanna Brauera i nauczyciela ze Starej Lesnej Jacoba Luxa – z Przeleczy Lodowej (Klein Sattelpass). Wspomnijmy zreszta takze, ze na Lodowy Szczyt mozna wejsc w 2½ – 3 godz. z Doliny Jaworowej (Javorinka-Thal) od Zabiego Stawu (Kroten See), poludniowym stokiem.”
13.  „Bentley's Quarterly Review” II z 1860r. s. 236: „The first explorer of this wild and savage district was the Swedish naturalist Wahlenberg, who gave a careful but rather dry account of it in the preface of his „Flora Carpatica”. We have understood that the highest summit, called the Eisthaler Thurm, which Wahlenberg failed to reach, was attained several years ago by the President of the Alpine Club, and we suggest the propriety of including some account of that adventure in any future volume to which he may contribute.”
14.  Ludwik Zejszner: Spiz. „Biblioteka Warszawska” 1854 t. III s. 8. W r. 1856 ukazal sie ten artykul w wersji niemieckiej.
15.  Prof. Feliks Berdau, ktory w r. 1854 wszedl na Kope dwukrotnie, utrzymywal, ze „Turnia Lodowa (...) wystrzela trzema szczytami, z ktorych tylko na poludniowy i z nich najwyzszy wyjsc mozna” („Biblioteka Warszawska” 1855 t. III s. 547). Zbierane tu rosliny w wykazach podawal jako „Turnia Lodowa”, podobnie zreszta jak ks. Grzegorzek.
16.  Jozef Nyka: Gierlach – rozwiazanie zagadki? „Glos Seniora” 7/2009 s. 1–2. (GS 07/09)
17.  Informacja o tym odkryciu mogla lec u podstawy wspomnianej wzmianki w „Mitteilungen des Deutschen und Osterreichischen Alpenvereins” 1889, rowmiez podajacej omylkowy rok 1840.