GEORG AMSEL
Nieszczesliwa wycieczka
w Tatry
[Zabi Mnich i nizsza z dwoch Tomkowych Igiel]
Dwuwierzcholkowy Zabi Mnich i nizsza z dwoch Tomkowych
Igiel, w tamte lata bezimienne. Ten obraz towarzyszyl Amselowi
przez cztery dni tulaczki pod Rysami. Fot. Jozef Nyka

  
Przeklad i komentarze: JOZEF NYKA   

Wszystkie zdjecia reprodukowane sa po raz pierwszy   

Redakcja: MONIKA NYCZANKA

Copyright © 2017 by JOZEF NYKA

GBH0000    52 (2017)
SAM NA SAM Z RYSA RYSOW
Nie, to nie jest scenariusz sensacyjnego filmu – to wydarzylo sie na prawde. Rok 1884. W tamtym czasie chodzilo sie z przewodnikami i zle przygody turystow w Tatrach nalezaly do rzadkosci. Wypadek Amsela nie tylko sie wydarzyl, ale mial przebieg dramatyczny, i glownie to sprawilo, ze tak szeroko trafil na lamy prasy. Konczacy wydzial filozofii niemiecki student rodem ze Swidnicy, Georg Amsel[1], wybral sie w Tatry w pojedynke. Wynajal spiskiego przewodnika, Stefana Fajtha (tez Faitha), ktory wyprowadzil go na Rysy a nastepnie sprowadzil po przelaczke 2470 m, gdzie udzielil mu rad i pozegnal sie z nim. Dalej w dol w strone Morskiego Oka Amsel podazyl juz samotnie. Tu pulapka stal sie snieg w rysie Rysow[2], ktory mile wycieczkowanie Georga zamienil w parodniowy koszmar. O przezyciach Niemca donosily notatki i artykuly w prasie – zreszta nie tylko spiskiej. Wykurowany w Kiezmarku, na goraco opisal on swe przygody i opublikowal pod anagramem Georg Lesma w „Schlesische Zeitung” i w numerach 40–43 kiezmarskiej „Karpathen Post”. W dwa tygodnie po Amselu, 27 sierpnia, przybyl w Tatry A. Bittermann, ktory w pociagu czytal w „Schlesische Zeitung” o wypadku. Zywo poruszony przezyciami Amsela, w trakcie swej wycieczki pilnie sledzil ich reperkusje. Pare lat pozniej opublikowal wspomnienia ze swojej wycieczki, w ktorych do spraw tych szeroko powrocil.
Ogloszona w gazetach osobista relacja Amsela jest autentycznym i w pelni wiarygodnym dokumentem tak wypadku, jak i po trosze epoki. Pokazuje, ze ruch turystyczny byl juz wtedy znaczny – indywidualny i grupowy. W Dolinie Mieguszowieckiej bawili glownie Wegrzy i Niemcy ze Slaska, gdzie Tatry cieszyly sie opinia gor o wyjatkowej atrakcyjnosci. Odwiedzano Hinczowe Stawy, co dnia byly wejscia na Rysy, przybywalo bilecikow we flaszce na szczycie. Dramat Amsela rozegral sie po polskiej stronie Rysow, a jego echa wywolaly na Spiszu zywa dyskusje na temat bezpieczenstwa turystow. W ostrej formie wystapila sprawa odpowiedzialnosci przewodnika. Skrupilo sie na osobie Fajtha, choc przeciez powodem nieszczescia byly raczej nieporozumienia orientacyjne, w tym zle zrozumiana informacja polskich turystow o forsowaniu pola snieznego. Konsekwencja polemik byly w Wegierskim Tow. Karpackim (MKE) zmiany w przepisach.
Ranny Amsel trapiony lekiem, niewyspaniem, a zapewne i goraczka, blakajac sie przysypial takze w ciagu dnia i miewal wtedy – podobnie jak w nocy – senne zwidy tak sugestywne, ze nie mogl uwierzyc w ich nierealnosc. Goral moczacy nogi w lodowatym potoku to bylo odbicie cielesnych odczuc ziebnacego turysty. Szczegolnie przejely go lamenty wolajacego o pomoc ojca czworga dzieci. Ta warstwa jego relacji moze byc interesujaca dla psychologa zajmujacego sie gorami i alpinizmem – zawiera material prawdziwy i bardzo swiezy, zywo ilustrujacy zaburzenia mozgowe wlasciwe krytycznym sytuacjom w gorach. Tekst mozna by tez polecic osobom cierpiacym na bezsennosc.
Glosny wypadak z czasem poszedl w zapomnienie – zacmily go inne, jeszcze bardziej dramatyczne. Pracujac nad swoimi monografiami tatrzanskmi, w zbiorach Biblioteki Narodowej natknalem sie na broszurke Bittermanna i w ksiazce o Morskim Oku (1956), przypomnialem w obszernym przypisie sensacje z sierpnia 1884. Szerzej wrocil do niej Michal Jagiello w swoim „Wolaniu w gorach”. Pelny tekst wspomnien Amsela polskiego przekladu sie nie doczekal, choc z roznych wzgledow bardzo by na to zaslugiwal. Warto wiec ten brak nadrobic i przypomniec trudne doswiadczenia prekursora turystyki bez przewodnika, a takze dolaczyc wybrane komentarze prasowe. Polskie echa wypadku – w prasie codziennej i w „Pamietniku Tow. Tatrzanskiego” – postaramy sie zebrac w osobnym zeszyciku. Oddajmy jednak glos Georgowi:
GBH0000    52 (2017)
[brak_tresci]

PRZYPISY
 1.  Georg Amsel nie pozostal czlowiekiem anonimowym. Po tym, jak cudem ocalal z tatrzanskiej przygody w lecie 1884 roku, przezyl jeszcze 65 pracowitych lat. Kilka szczegolow z jego zyciorysu udalo nam sie zebrac, glownie z leksykonu „Degeners Wer ist's?” (Berlin, 1935). Urodzil sie 24 listopada 1862 r. w pruskiej wowczas Swidnicy (Schweidnitz) w rodzinie nauczyciela. Matka Marie nosila polskie nazwisko „Bojanowska”. W r. 1881 ukonczyl ewangelickie gimnazjum w Swidnicy, pozniej odbyl studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Wroclawskiego (muzykologia). W r. 1894 ozenil sie z Marie Gebhard i mial dwoje dzieci: corke Margarete (1897) i syna Hansa-Georga (1905–1999), wybitnego naukowca – entomologa. Od r. 1884 pracowal jako nauczyciel prywatny, w l. 1888–91 uczyl w gimnazjum w Swidnicy. Przenosiny do Lichterfelde (dzis dzielnicy Berlina) wiazaly sie z pobytem w korpusie kadetow (1891–1899). W dalszych latach wrocil do pracy nauczycielskiej. Stal sie ekspertem w dziedzinie stenografii, wydal kilka razy wznawiany podrecznik tego pisma. O jego bieglosci w stenografii i pianistyce mowi biogram w r. 1935, z czego mozna wnosic, ze rana lewej dloni z r. 1884 nie pozostawila trwalych sladow. Zmarl w r. 1949. (Monika Nyczanka)
 2.  Mowa o waskim pasie zlodowacialego sniegu w „rysie” Rysow. W pozniejszych latach wydarzaly sie tu czesciej wypadki, w tym kilka smiertelnych, jak ten dwoch Czechow Karlika i Vonaska w r. 1910, opisany przez Mariusza Zaruskiego.
 3.  Chodzilo oczywiscie nie o Slowakow, lecz o dwoch gorali. Taka identyfikacja byla wtedy czesta. Nie byli to, rzecz jasna, zywi ludzie, lecz senne majaki rannego Amsela.
 4.  W trakcie trudnych gorskich biwakow fenomen obecnosci „kogos jeszcze” jest ogolnie znany. Z wlasnych przezyc z roku 1958 pamietam przymusowy biwak zimowy na waskiej skalnej listewce pod gornym trawersem na Zamarlej Turni – z Bernardem Uchmanskim, niezapomnianym „Panem Benkiem”. Nie mielismy drugiej sizalki, nic ze sprzetu biwakowego i pol czekolady na kolacje i sniadanie. Bylo mrozno, staralismy sie nie zasypiac, drzemki dopadaly nas jednak. I wtedy mnie pojawial sie u boku... Bronikowski – przy kazdym zdrzemnieciu ta sama twarz i ten sam ubior. Chociaz milczacy, byl kims przyjaznym i opiekunczym. To juz 60 lat, a jego wyglad pamietam do dzisiaj. Dowcipny Pan Benek po calej tej przygodzie opowiadal w schronisku, ze Morfeusz jego potraktowal zyczliwiej i na te ciezkie godziny zsylal mu piekne siostry Skotnicowny.
 5.  Gospodarzem schroniska nad Morskim Okiem i w Roztoce byl w tamte lata dbaly o turystow Bartlomiej Liptak z Bialki (Pamietnik TT 1885, s. 110).
 6.  Bittermann ma na mysli lansowana wowczas przez Wegrow skromniejsza linie roszczeniowa z lat 1837, 1858, 1883, biegnaca z Rysow przez Czarny Staw i odcinajaca 1/3 Morskiego Oka, oficjalne mapy podawaly jednak ciecie z Mieguszowieckiego, przepolowiajace jezioro, od r. 1824 zwane linia Dydynskiego, choc wariant ten przyjmowany byl juz wczesniej. Rybi Potok zwany byl Bialka i uchodzil za granice Wegier.
 7.  „Mala Przelaczka” bylo w polowie XIX w. podhalanska nazwa Przeleczy pod Chlopkiem. Prof. Maksymilian Nowicki w Sprawozdaniach Komisyi Fizyograficznej” w r. 1868 nazywa ja „przelecza Mieguszowiecka” [(s. 85)], zas rok wczesniej na s. [188] „Mala Przelaczka” („ku szczytowi Mieguszowej, zwanemu Mala Przelaczka” (1867, za r. 1866).
 8.  Quetsche. Przewodnicka nazwa trudnego dla turystow eksponowanego trawersu w skale, pozniej ubezpieczonego klamrami. Nazwa w przewodnikach nie wystepuje ani wczesniej, ani pozniej.
BIBLIOGRAFIA
N.R. [mjr Anton Doller]: Unfall in der Tatra. Karpathen-Post nr 34, 21 VIII 1884, s. 2.
G.A., der verungluckte Tatra-Tourist. Karpathen-Post, nr 35, 28 VIII 1884, s. 2.
N.R. [mjr Doller]: Verungluckte Tatra-Tour. Fremdenverkehr. Karpathen-Verein. Karpathen-Post, nr 35, 28 sierpnia 1884.
Dr Samuel Roth: Georg Amsel's Unfall in der Hohen Tatra. Karpathen-Post, nr 40, 2 pazdziernika 1884, s. 1.
Georg Lesma (Amsel): Eine verungluckte Reise nach der Tatra. Karpathen-Post, nry 40 do 43 z 1884 r. (2–23 pazdziernika).
A. Bittermann: In der hohen Tatra. Reise-Erinnerungen. Kupferberg i. Schlesien, 1887.
Jozef Nyka: Dolina Rybiego Potoku (Morskiego Oka). Warszawa 1956, s. 153.
Michal Jagiello: Wolanie w gorach. Wypadki i akcje ratunkowe w Tatrach. Warszawa 2006, s. 42–47.