GEORG BUCHHOLTZ JR
Ze studentami
w Dolinie Kiezmarskiej
1724, 1726
[Granaty z drogi na Koscielec]
 
  
Redakcja: MONIKA NYCZANKA

Copyright © 2017 by JOZEF NYKA

GBH0000    51 (2017)
ZE STUDENTAMI W DOLINIE KIEZMARSKIEJ
Georg Buchholtz ojciec (1643–1724) wraz synami, Georgiem juniorem (1688–1737) i Jakobem (1696–1758), polozyli podwaliny pod cos, co dzis zowie sie (nie calkiem powaznie) tatrologia. Z ich dorobku czerpaly inspiracje i wiedze cale pokolenia piszacych o Tatrach. Juz Andreas J. Czirbesz stwierdza w r. 1772, ze swoj opis tworzy z delineatio & nomenclatura Georga w rece, Jakob Melzer w „Pannonii” 1822, s. 457 zauwaza, ze wszystkie uczone wywody z polowy i z konca XVIII wieku – od Bruckmanna w r. 1725 poczynajac – byly oparte na pracach Buchholtzow. O ile Georg senior nie mial wiekszych mozliwosci drukowania swoich cennych prac, o tyle junior byl nader aktywny publicystycznie. W Tatrach bywal, ale zostawil tylko dwa obszerniejsze opisy swoich wycieczek, oba drukowane we wroclawskim kwartalniku „Sammlung von Natur- und Medicin- wie auch hierzu gehorigen Kunst- und Literatur-Geschichten” w rocznikach 1724 i 1726. Byly to wyprawy z Kiezmarku z uczniami liceum ewangelickiego, ktorym kierowal, celem obu byla Dolina Kiezmarska. Wspomina takze swoj pobyt nad Zielonym Stawem w r. 1723, nie podaje jednak szczegolow. W obydwu relacjach sporo miejsca poswieca samym wycieczkom – pokonywaniu bezdrozy, organizacji noclegow, deszczom i burzom, co sklada sie na obraz techniki owczesnego zwiedzania Tatr. Z tekstow wynika, ze po Tatrach juz wtedy chodzono bez lekow i bez zaklinania demonow. Studenci wspinaja sie na szczyty Tatr Bielskich, takze na granie w otoczeniu Dolinki Jagniecej. Dwaj chlopcy spedzaja mokra i burzowa noc tkwiac wysoko w turniach, dwaj inni nurkuja w zimnych stawach. Poczynaja sobie bez kompleksow, Tatry nie wydaja sie byc dla nich rzeczywistoscia dziwna i zlowroga. Mozna wnosic, ze maja juz obycie z gorskim terenem, choc jest w tym tez z pewnoscia cos z mlodzienczej dezynwoltury. Dyrektor szkoly – rektor – ma wtedy 35 lat, ale jest slaby kondycyjnie i pokrzepia sie lykami wina. Zdziwienie budzi to, ze jakos nie czuje sie odpowiedzialny za swoich chlopcow, dzialaja oni samopas, a wreszcie zostaja w gorach bez opieki, w burzy i deszczu – w relacjach nie czuje sie jakiejkolwiek troski nauczyciela o ich bezpieczenstwo.
Dolina Kiezmarska jest w tej epoce najzywiej odwiedzana z dolin Tatr Spiskich. Z opisu wynika, ze drozyny koncza sie u siedzib pasterskich, wyzej sa juz tylko dzikie perci (por. GS 6/2015). Na pastwiskach pasa sie owce z Kiezmarku i Bialej Spiskiej. Wycieczkowicze nie korzystaja z gosciny szalasow, choc chetnie syca sie owczym mlekiem. Autor rozpraw raczej nie opisuje gor, ze szczytow identyfikuje tylko Raczkowa Gore, Kiezmarski Szczyt [Lomnice?], Krolewski Nos [dzisiaj Jastrzebia Turnia] i Stezki, a przeciez jako autor slynnej panoramy z lat 1717–1719 zna tutaj nazwy co najmniej kilkunastu obiektow. Zajmuje sie przede wszystkim stawami – ich ksztaltem, glebokoscia, rodzjem dna. Jego glownym polem zainteresowania jest cieszaca sie wowczas powszechna uwaga niezwyklosc szmaragdowych plam na Zielonym Stawie, ktore Georg w r. 1723 nanosi na swoj niebawem zagubiony szkic jeziora, stajac sie ojcem tatrzanskiej limnologii. Jego domysl, ze chodzi o podwodne wywierania wod z rumoszowych przeplywow wydaje sie wyjasniac ten fenomen. Troche szkoda, ze znaczna czesc relacji z r. 1724 to zajmujace miejsce zawile dywagacje na ten wlasnie temat.
Georg Buchholtz junior byl korespondentem spiskim kwartalnika „Sammlung” i zasilal rozne dzialy tego periodyku – kilka takich doniesien dodajemy na koncu zeszyciku. Byc moze jego piora sa anonimowe comiesieczne relacje pogodowe, odnoszace sie do okolic Kiezmarku oraz Tatr, ktore ich autor bacznie obserwowal.
Obie wycieczki szeroko opisuje Jozef Szaflarski (rozdz. VIII, ss. 128–140) i komentuje je cytujac urywki tekstow. Moj przeklad obejmuje calosc artykulow. Stara sie byc doslowny, bez wygladzania chropawego stylu autora (powtorzenia wyrazow). Nazwy roslin podaje w zapisie oryginalnym, dla botanika beda one zrozumiale. Pewna zagadka jest „lod Maryi”. Slowniki podaja, ze tak zwano mineral szpat gipsowy, co jednak nie da sie dopasowac do fizyczno-optycznych wodnych spekulacji Buchholtza. Inna niejasnosc odnosi sie do nazwy Neun-Seen. Pojawia sie ta nazwa jakby w odniesieniu do jednego stawu „na Ryglu”, ale zaraz potem w znaczeniu grupy jeziorek czyli Bialych Stawow. W indeksach nazw nie jest ona gdzie indziej rejestrowana. Nie ma tez szerszych notowan nazwa „klein Stosschen” – uzywa jej tylko Heinrich Zedler w V t. swego slownika (1733, klein Stossgen). Oba artykuly w „Sammlung” poprzedzaja kilkuzdaniowe wprowadzenia od redakcji.
Jozef Nyka
GBH0000    51 (2017)
[brak_tresci]

GBH0000    51 (2017)
PAN BUCHHOLTZ DONOSI Z KIEZMARKU
Georg Buchholtz junior byl tez b. aktywnym korespondentem „Sammlung”. Zasilal dzial chorob i medycyny tego periodyku, dosc czesto pojawialy sie jego – dotad jakos przez biografow nie zauwazone – doniesienia na rozne zwiazane z gorami tematy. Notatki te pokazuja, jakie problemy absorbowaly owczesnych uczonych, wnosza tez pewne szczegoly do zyciorysu Buchholtza, swiadczace o tym, jak wielostronne byly jego zainteresowania i zaangazowanania. Dowiadujemy sie np., ze nalezal do odkrywcow dwu zdrojow przyszlego Szmeksu, byl nawet akcjonariuszem kopalni zlota. Oto przyklady kilku jego materialow:
O SNIEGU W CZERWCU
Z Kiezmarku donosi pan George Buchholtz: Kiedy sie czasami zdarza, ze w czerwcu w gorach spadnie maly snieg, to dzieje sie to nie od ich frontu [strony poludniowej], tylko od tylu, zazwyczaj na szczytach [zwroconych] ku Polsce i w owych najtylniejszych dolinach. Wszelako tym razem rankiem zostal dostrzezony snieg, ktory spadl w nocy, tak duzy, ze objal kosodrzewine i ponizej niej siegnal drzew, pokryl tez szczyt Stezek [Stosschen]. Szczesciem dla naszych owiec z miasta bylo to, ze jeszcze nie zostaly popedzone w gory, bo inaczej mlode by nie przezyly. Podobnie tez na Podolu i na Wolyniu przez trzy kolejne dni padal taki snieg, ze mozna bylo korzystac z jazdy na saniach. (1725, s. 629)
CHOROBY
Z Kiezmarku: Biegunka czerwona byla tu wszedzie rozpowszechniona, takze na wsi, choc niewielu na nia zmarlo. W Spiskiej Sobocie [Georgenberg] byla dezynteria dla kilku fatalna. Rowniez w Lomnicy wielu na nia zachorowalo, tutaj najpowszechniejszym i najlepszym lekiem byla podawana w szklance piwa lub gorzalki glinka terra sigilata (wykopywana w Dolinie Zimnej Wody [Kahlbachu], wyplywajacej z gor, szczegolnie po wylewach potoku, powodowanych ulewami w gorach). [Glinka ta sluzyla do wyrobu ozdobnej ceramiki rzymskiej, opatrywanej stemplami tworcow, stad nazwa „stemplowana”.]
O TECZOBARWNEJ CHMURZE
O tym napisal pan Georg Buchholtz z Kiezmarku nastepujaco: [Zdarzylo sie to] Kiedy 21 [czerwca] w najdluzszy dzien roku chcialem zaobserwowac, w ktorym sektorze [Revier] slonce zachodzi za nasz gorski horyzont poza jego wysokie szczyty, na godzine przed zachodem wyszedlem pospacerowac na Michalowa Role [Michaels-Feld], polozona ku polnocy od miasta. Podczas gdy ciagle wpatrywalem sie w slonce, spostrzeglem ponad sloncem ku polnocy poziomo polozona chmure, ktora przybrala barwy kompletnej kolorystycznie teczy. Im nizej zapadalo slonce, tym bardziej uwidacznial sie ten fenomen, co trwalo jeszcze okolo kwadransa po zachodzie slonca, coraz mniej widoczne, az wreszcie chmura podzielila sie na czesci.
BURZA NA DIABELSKIM WESELU
Pod takim tytulem komunikuje wielebny pan Buchholtz co nastepuje: Poniewaz podczas kanikuly [Hunds-Tagen] mialem troche wolnego czasu, wyjechalem do Boczy. Jest to polozone posrod gor miasteczko gorskie, gdzie zalozono wiele kopaln zlota, w ktorych panowie Wozarowie maja najwiecej czesci udzialu. Potem jak zwiedzilem sztolnie Dziedziczna (Erbstollen) i Sw. Piotra, pojechalem w towarzystwie pana rektora z Wielkiej Paludzy (Nagy Palugya) Georga Baranyiego, z panem inspektorem Thoma Wozarem przez gore [grzbiet] nazywana Diabelskim Weselem (des Teufels Hochzeit) do Jaraba, aby tam zwiedzic kopalnie, ktorej jestem wspoludzialowcem. W Boczy i w dole pod gora bylo bezwietrznie, tak ze nie ruszal sie nawet jeden listek, ale na gorze byl ostry przenikliwy wiatr, ktory szaleje tam stale, niemal nieustannie zima i latem. To dalo tez miejscu te zla nazwe. Z powodu glebokiego sniegu, w zimie droga jest czesto nie do przebycia.
LETNI SNIEG
W gorach (kontynuowal pan Buchholtz) silnie padal snieg nie tylko w minionym lipcu, ale i w tym miesiacu, mianowicie sierpniu, i to tak bardzo, ze mieszkancom Bialej (jedno z 13 Miast, ktorego terytorium graniczy w gorach z naszym miejskim hotarem) zamarzlo na pastwisku wiele mlodych zrebakow. Rowniez naszym miejskim owcom moglo sie przydarzc nieszczescie, gdyby owce na dzien przed tym masywnym opadem sniegu nie pospieszyly z gor w dol. Oni [pasterze] kierujac sie swoimi z dawna czynionymi spostrzezeniami, z utrzymujacego sie zimnego wiatru od polnocy nie spodziewali sie niczego dobrego, pospiesznie sie zwineli i opuscili gory.
ODKRYCIE ZDROJU SIARKOWEGO
Z Kiezmarku. Rankiem dnia 5 wrzesnia z wielce szanownym panem Danielem Lanim pojechalem do Slawkowskich Kwasnych Wod [Schlagen-Dorffer Sauerbrunnen, Smokowca] w celach wypoczynkowych i zdrowotnych, aby tamze dogodzic sobie ze smakiem lecznicza woda. Po spozyciu smacznego obiadu, udalismy sie na spacer w gory i poszlismy w lewa strone az ponad podnoze gor. Trafilismy tam na miejsce troche podmokle i piaszczyste, gdzie ukazaly sie liczne male zrodla z babelkami w wodzie. Wybijala z nich ciepla woda, ktora pachniala siarka. To miejsce ma szerokosc 2 krokow i 5 krokow dlugosci. Gliniasto-piaszczysty grunt nie jest zimny, jak inna ziemia. Jesli z wola Boska na przyszla wiosne bede mogl wybrac pogodny dzien, zrobie [z tego] przyzwoite zrodlo. Male zrodlo kwasnej wody (o ktorym donosilem wczesniej) ponad wielkim zdrojem [slawkowskim, dzis smokowieckim] okazalo sie znakomite. (1726, s. 369 – notatka jest anonimowa, niewatpliwie jednak Buchholtza).
[Sammlungen]